← Piramida świadczeń · Artykuły i analizy · Polityka zdrowotna
Zespół PSOZ · opublikowano · 9 min czytania · analiza danych NFZ z odpowiedzi na interpelację 17169, list oczekujących i badań nad wymianą dokumentacji
W 2025 r. NFZ zapłacił za 2,76 mln badań rezonansem magnetycznym (MR) i 2,08 mln tomografii komputerowych (TK) w ambulatorium. Co szóste z nich (16,4% MR, 16,8% TK) było drugim albo kolejnym badaniem tej samej osoby w roku. Czy lekarze powtarzają badania, bo nie widzą dokumentacji, w Polsce nikt nie zmierzył. Badania z innych krajów i polskie kontrole pokazują, że brak dostępu do wyniku to jedna z kilku przyczyn, obok uzasadnionych kontroli po leczeniu i dzielenia jednego badania na kilka, bo NFZ płaci za każde osobno. Według naszego szacunku z braku dostępu powtarza się 0,8–3,9% badań MR. Powtórki MR i TK z tego powodu kosztują NFZ 18–128 mln zł rocznie, zależnie od przyjętej ceny badania. Gdyby zniknęły, średni czas oczekiwania na rezonans spadłby po roku o 2–7 dni (o 3–15 dni, gdyby nikt nowy nie zapisał się na zwolnione terminy).
W lipcu 2026 r. Ministerstwo Zdrowia przekazało dane NFZ o tym, ilu pacjentów miało w roku jedno, dwa, trzy i więcej badań MR i TK (odpowiedź na interpelację 17169). Z tych tabel wyliczyliśmy, ile badań jest drugim lub kolejnym badaniem tej samej osoby: 453 tys. rezonansów i 350 tys. tomografii w 2025 r. To górna granica powtórek, bo liczba obejmuje też badania innej części ciała i kontrole, które lekarz zlecił celowo. Sam NFZ liczy węziej: „badania dodatkowe” to u niego każde badanie poza pierwszym u pacjentów z co najmniej trzema badaniami w roku. Ich udział wzrósł w MR z 2,86% w 2019 r. do 5,38% w 2025 r.
Lejek poniżej schodzi od wszystkich badań do tych, które da się przypisać brakowi dostępu do wcześniejszego wyniku. Dwa pierwsze poziomy pochodzą z danych NFZ. Dwa ostatnie to nasz szacunek oparty na założeniach. Mnożymy kolejne badania przez udział powtórek bez powodu klinicznego (20–40%) i przez tę ich część, której zapobiega wgląd w poprzedni wynik (25–60%). Oba mnożniki zmierzono w innych warunkach, w USA i Australii: u pacjentów przenoszonych na OIT, na SOR, w jednym szpitalu i w regionalnej sieci wymiany dokumentacji w stanie Nowy Jork. Dotyczą krótkich powtórek tej samej okolicy ciała, a górna granica 40% pochodzi z badań laboratoryjnych. W Polsce nikt ich nie zmierzył.
Skala liniowa: pełna szerokość to wszystkie badania. Ostatnie dwa poziomy to kilka procent, więc paski są wąskie.
Z braku dostępu do wcześniejszego wyniku: od 23 tys. do 109 tys., środek 58 tys. badań, 2,1% wszystkich, 2025 r., szacunek
Z braku dostępu do wcześniejszego wyniku · rezonans magnetyczny (MR)
58 tys. · widełki 23 tys. – 109 tys. · 2025 r.
szacunek pewność niska
Powtórki bez powodu klinicznego, którym zapobiegłby wgląd lekarza w poprzedni wynik i obraz.
Mnożniki pochodzą z badań w USA i Australii (transfery na OIT, SOR, jeden szpital, regionalna sieć wymiany dokumentacji w stanie Nowy Jork), nie z polskich poradni. Mnożnik efektu wymiany dokumentacji zmierzono na powtórkach w innej placówce, a część polskich powtórek dzieje się w tej samej pracowni, gdzie lekarz ma wynik. Dlatego górny scenariusz traktuj jako górną granicę. Wynik pokazuje rząd wielkości, nie liczbę do cytowania bez zastrzeżeń.
Metoda. powtórki bez powodu klinicznego × 25–60% (środek 42,5%). Dostęp do wspólnego rekordu obniża szanse powtórki o 25% po korekcie (Vest 2014, 90 dni; surowo 5% wobec 8% powtórek) do 44–67% przy powtórkach w innym SOR-ze w ciągu 30 dni (Lammers 2014, Kalifornia i Floryda, 2007–2010). Metaanaliza: mały spadek powtórek, ale łączna liczba badań rosła (Vest 2015); Medicare (dane z 2018 r.): brak efektu między różnymi szpitalami (Adler-Milstein 2025).
Źródło. Vest 2014; Lammers 2014 (przez x1)
Cytat. „5% repeated with HIE access vs 8% repeated without HIE access”
Część powtórek jest potrzebna. NFZ sam przypomina, że pacjenci „leczeni chemioterapią, w ramach programów lekowych, czy też po różnego rodzaju zabiegach operacyjnych mogą mieć często powtarzane badania obrazowe”. W australijskim badaniu pacjentów przenoszonych na intensywną terapię większość powtórzonych tomografii miała powód kliniczny, a tylko 22% wyglądało na możliwe do uniknięcia (Blazak 2018).
Część powtórek to sposób rozliczania. Jedyna polska kontrola krótkich powtórek, jaką znaleźliśmy, objęła w 2024 r. 11 735 badań MR z odstępem krótszym niż 15 dni u tego samego pacjenta. W 8 247 z nich (70%) pracownia rozdzieliła jedno badanie kilku odcinków kręgosłupa albo okolic ciała na osobne badania, a NFZ ustalił, że „o samo rozdzielanie skierowań wnosiły pracownie”. NFZ płaci za badanie, więc dwa badania przynoszą więcej niż jedno. Tu przyczyną nie był brak dokumentacji, tylko sposób rozliczania. Próbę wybrano celowo pod ryzyko, więc 70% nie opisuje wszystkich pracowni w kraju.
Brak dostępu do wyniku też istnieje. W ankiecie Centrum e-Zdrowia z 2024 r. tylko 21,0% placówek wymienia dokumentację elektroniczną z innymi przez system P1, 33,4% prowadzi ją z wynikami badań laboratoryjnych, a PACS, czyli archiwum obrazów, ma 76,2% szpitali i 10,5% przychodni (CeZ, 8. edycja badania). Ankieta nie mówi, czy lekarz w innej placówce te obrazy widzi. Połowa badanych placówek (50,7%) w ogóle nie pobiera elektronicznej dokumentacji od innych. Do tego opis badania potrafi powstać późno. W kontrolowanych pracowniach 59% opisów MR powstało do 14 dni od badania, 17% po 15–61 dniach, a dla 23,9% badań nie dało się ustalić daty opisu. Najdłużej czekano 850 dni. Lekarz bez opisu może zlecić badanie od nowa, choć obraz już istnieje; ile razy tak się dzieje, nikt nie policzył.
Wspólny rekord pomaga, ale mniej, niż się obiecuje. W USA dostęp do wymiany dokumentacji obniżał szanse powtórki obrazowania w 90 dni o 25% (Vest 2014), a przy powtórkach w innym SOR-ze w ciągu 30 dni o 44–67% (Lammers 2014, Kalifornia i Floryda, 2007–2010). Przegląd systematyczny znalazł mały spadek powtórek, ale łączna liczba badań przy wymianie obrazów rosła (Vest 2015). Badanie Medicare (dane z 2018 r., powroty na SOR) nie znalazło wpływu wymiany danych na powtórki w innym szpitalu (Adler-Milstein 2025). W małym badaniu z jednego szpitala w USA badanie powtórzono u 72% pacjentów, których obrazy zrobiono gdzie indziej, ale były niedostępne, u 52% z płytą, której nikt nie zaimportował, i u 11% po imporcie do szpitalnego archiwum. Pacjentom badanym tylko na miejscu powtórzono je w 13% (Lu 2012). Liczy się więc to, czy lekarz naprawdę widzi obraz, a nie samo istnienie wymiany.
W środkowym scenariuszu z braku dostępu powtarza się ok. 102 tys. badań MR i TK rocznie. Przy wartości świadczeń z tabel NFZ (2050 mln zł za MR i 1159 mln zł za TK w 2025 r.) daje to 68 mln zł, a w widełkach od 27 mln zł do 128 mln zł. To ok. 2% tego, co NFZ wydaje na te badania. Raport NFZ o ambulatorium podaje dla tych pracowni niższą refundację. Licząc z niej, środek spada do 47 mln zł, a widełki do 18 mln zł–89 mln zł. Różnicy między dwoma źródłami NFZ nie umiemy wyjaśnić. Górny scenariusz traktuj jako górną granicę: mnożnik efektu wymiany dokumentacji zmierzono na powtórkach w innej placówce, a część polskich powtórek dzieje się w tej samej pracowni, gdzie lekarz ma wynik.
Powtórzonych badań laboratoryjnych, USG i RTG nie liczymy jako kosztu NFZ. W POZ i w poradniach specjalistycznych NFZ nie płaci za nie osobno, bo są w stawce za pacjenta i w cenie porady, więc powtórzona morfologia obciąża przychodnię. Nie znamy też aktualnej liczby tych badań: ostatnia, jaką znaleźliśmy, pochodzi z 2015 r. Model z danymi z USA daje dla laboratorium widełki od 5,0 mln zł do 349 mln zł rocznie, a tak szeroki przedział niewiele mówi.
Lista oczekujących na rezonans rosła w ostatnim roku o 146 tys. wpisów. Gdyby powtórki z braku dostępu zniknęły, a pracownie robiły tyle samo badań, zwolniłoby się 20 tys.–98 tys. terminów rocznie, w środku 52 tys., czyli ok. 36% rocznego przyrostu listy. Średni czas oczekiwania na rezonans (59 dni w sierpniu 2026 r.; nowy pacjent dostawał na początku kwietnia pierwszy wolny termin medianowo za 92 dni, zob. piramida czasu oczekiwania) spadłby po roku o 2–7 dni. Tyle zostaje, bo krótsza kolejka przyciąga pacjentów, którzy dziś płacą prywatnie albo rezygnują. Gdyby nikt nowy nie zapisał się na zwolnione terminy, spadek wyniósłby 3–15 dni. Żeby lista MR przestała rosnąć, z napływu musiałoby zniknąć 5,9% badań, a nasz wysoki scenariusz to 3,9%. Dla porównania: gdyby zniknęły wszystkie kolejne badania MR (16,4%), czyli także uzasadnione kontrole, średni czas spadłby po roku o ok. 27 dni przy tych samych założeniach co wyżej. Ponad dwa miesiące (ok. 64 dni) wychodzą dopiero wtedy, gdyby nikt nowy nie zapisał się na zwolnione terminy. Powtórki z braku dostępu skracają więc kolejkę kilka razy mniej niż usunięcie wszystkich kolejnych badań.
Suwakiem sprawdzisz, jak koszt i kolejka zmieniają się przy innym odsetku powtórek. Suwak przykłada jeden odsetek do MR i TK. W tekście odsetek dla TK jest trochę wyższy, więc w środku suwak pokazuje ok. 1 mln zł mniej.
Zaznaczony pas to widełki szacunku (0,8%–3,9%, pewność niska). Wartości poza nim pokazują, ile powtórek musiałoby zniknąć, żeby skutek był większy.
Przy 2,1% badań: koszt NFZ 67 mln zł rocznie; po roku średni czas na MR krótszy o 4,0 dnia, na TK o 3,6 dnia; gdyby nikt nowy nie zapisał się na zwolnione terminy, o 8,1 dnia i 8,0 dnia
Zwolnione terminy wobec rocznego przyrostu listy: 52 tys. z 146 tys. (36%)
Zwolnione terminy wobec rocznego przyrostu listy: 34 tys. z 69 tys. (50%)
NFZ pisze, że „posiada jedynie dane rozliczeniowe”, więc o zasadności badania przesądza dokumentacja. Dane rozliczeniowe i e-skierowania wystarczą jednak do pierwszego rzetelnego pomiaru. Oto zapytanie, które NFZ może wykonać bez nowych przepisów:
Liczba par, która zostanie, pomnożona przez cenę badania daje koszt. Podzielona przez liczbę badań w województwie pokazuje, jaką część przepustowości pracowni zajmują powtórki. Ministerstwo Zdrowia przyznało w 2026 r., że „nie zlecało analizy szacunkowych oszczędności” ze stosowania wytycznych kierowania na badania (interpelacja 17099).
Seria „Piramida świadczeń” · Analiza 11 z 13
Piramidy w innych przekrojach
Między poziomami
Jak mogłoby działać